Świętochłowice - portal miejski Swiony.pl

Wiadomości z Świętochłowic

Jestem synek stąd - rozmowa z ks. Jonczykiem, nowym proboszczem na Zgodzie

  • Dodano: 2017-08-10 09:15, aktualizacja: 2017-08-11 12:46

Ksiądz Bogusław Jonczyk od 30 lipca jest proboszczem Parafii św. Józefa Robotnika w dzielnicy Zgoda. W rozmowie ze swiony.pl zdradza, co łączy go z nieistniejącym już kościołem św. Józefa i jak doświadczenia wyniesione z 14-letniej służby w Czechach mogą pomóc mu być proboszczem w Polsce.

Weronika Grychtoł: Jaka była pierwsza myśl księdza, kiedy usłyszał, że będzie proboszczem u św. Józefa Robotnika?
ks. Bogusław Jonczyk: Skojarzenia miałem bardzo miłe. Właściwie jest to powrót do korzeni, bo obie moje babcie były chrzczone w nieistniejącym już kościele św. Józefa, który stał na granicy Zgody i Nowego Bytomia, obok cmentarza...

.. i nieopodal Obozu Pracy “Zgoda”
Tak... gdy byłem dzieckiem, słyszałem opowieści o tym miejscu, choć był to wtedy temat zakazany. Poczytałem teraz coś więcej na ten temat. Osobistych doświadczeń z obozem nie mam żadnych, nigdy nie byłem też na uroczystościach rocznicowych tam organizowanych.

A jak podoba się księdzu parafia i tutejsza świątynia?
Jak na kościół, który powstał w 1931 roku, wydaje mi się nawet ekstrawagancki. Ma ciekawą bryłę, szkoda tylko, że polichromia się w całości nie zachowała, choć, tu ukłon w kierunku mojego poprzednika, to, co zostało wyeksponowane, wygląda przepięknie. Z radością muszę przyznać, że kościół jest w bardzo dobrym stanie, podobnie probostwo. Mogłem więc, jak to się mówi, powiesić kapelusz na kołku i od razu wziąć się do pracy.

Proszę opowiedzieć coś więcej o sobie – ma ksiądz jakieś hobby?
Skończyłem technikum górnicze, ze specjalizacją technik mechanik-konserwator urządzeń elektrycznych górnictwa podziemnego, powinienem więc być hajerem na dole. Wszyscy moi koledzy z klasy, górnicy, są już na szczęśliwej emeryturze (śmiech). Moje zainteresowania są więc raczej techniczne. Poza tym muzyka, przede wszystkim liturgiczna – gram na gitarze, lubię pośpiewać, w różnych parafiach działałem w oazach…

Jak wyglądała droga księdza do naszej świętochłowickiej parafii?
Pierwszą moją parafią po święceniach, które przyjąłem w 1994 roku w katowickiej Archikatedrze, była Parafia św. Teresy w Rybniku-Chwałowicach, taka typowa parafia górnicza. Kolejne cztery lata spędziłem u św. Nepomucena w Łagiewnikach. Potem przeniesiono mnie do Parafii Mariackiej w Katowicach, gdzie służyłem zaledwie rok, bo już w 2003 roku wyjechałem do Czech. Tam spędziłem 14 lat,  z czego niemal 13 jako proboszcz. Wróciłem w styczniu tego roku  i ostatnie 6 miesięcy spędziłem w parafii w Michałkowicach, dzielnicy Siemianowic Śląskich.

Czyli bycie proboszczem nie jest dla księdza nowością..
W Czechach - nie, ale w Polsce -  to mój debiut. Kiedyś pewien proboszcz z wieloletnim stażem powiedział mi: proboszcz w parafii jest od tego, żeby wszystko widzieć, wszystko słyszeć, wiedzieć, więcej działać i jak najmniej mówić, bo gadaniem często wprowadza popłoch. Myślę, że proboszcz, żyjąc ze swoimi parafianami, powinien dać im z siebie jak najwięcej..

Czy doświadczenia zdobyte podczas tylu lat posługi u naszych południowych sąsiadów uda się jakoś wykorzystać w Świętochłowicach?
Myślę, że moje czeskie doświadczenia pomogą mi spokojnie podchodzić do wszystkich parafian, szczególnie tych, którzy już się z Bogiem „pożegnali” -  w Czechach 75 proc. mieszkańców to ateiści, tylko mniej niż 20 proc. identyfikuje się z kościołem katolickim. Mam więc za sobą wiele dyskusji na trudne tematy… Będę też na pewno organizował pielgrzymki do Czech, bo to przepiękny kraj, z wieloma starymi, nie zniszczonymi przez konflikty, urokliwymi miasteczkami i pięknymi barokowymi świątyniami.

Czy kościół w Polsce i Czechach bardzo się różnią?
Po kilkunastu latach pracy na Morawach  muszę powiedzieć, że to zupełnie inny świat. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z ludźmi, którzy nic, naprawdę kompletnie nic nie wiedzieli o Chrystusie i chrześcijaństwie. To był dla mnie szok, ale tak ich „wychował” komunizm. Dodam, że Czesi są bardzo kulturalni, nawet jak się z kimś nie zgadzają, nie są tak zawzięci, jak my, Polacy. Rzuca się w oczy, że czeski ateizm jest zupełnie pozbawiony antyklerykalizmu – po prostu nie mają się na kogo obrażać!  Proszę sobie wyobrazić, że w całej Republice Czeskiej jest niecałe 3 tysiące księży, dla porównania tylko w naszej diecezji księży jest tysiąc. 

Po tak długim pobycie za granicą widzi ksiądz Polaków z zupełnie innej perspektywy..
Czesi mają kompletnie inną od nas mentalność. Na przykład Polak wyznaje zasadę „zastaw się, a postaw się”, a Czesi są bardzo oszczędni, nie robią nic na pokaz. Dotyczy to także wiary. Na Morawach panuje pogląd, że wiara to „obciach”, mówiąc językiem młodzieżowym, i dlatego ci, którzy chodzą do kościoła, naprawdę wiedzą po co to robią.  Nawet jak msza trwa ponad godzinę, to nie „uciekają” od razu do domu, lubią sobie pośpiewać, posiedzieć. Po pierwszej mszy pytałem, czy kazanie nie było aby za długie i usłyszałem: Proszę księdza, przecież my całą mszę znamy, tylko tego kazania nie i po to tu przychodzimy. Kolejna różnica: nie ma tam tradycji kolędy, która na całym świecie trwa już chyba tylko w Polsce. Czesi podchodzą do wiary bardzo pragmatycznie i ten pragmatyzm jest posunięty aż do granic.

A czy może ksiądz jakoś skomentować doświadczenia świętochłowickiej podróżniczki, pielgrzymującej właśnie pieszo do Rzymu, która przyznała, że będąc w Czechach, spotkała się z dużą nieufnością tamtejszych księży, którzy nawet odmawiali jej noclegu na parafii…
W pewnym sensie rozumiem ostrożność czeskich księży. Normą  jest, że proboszcz ma tam „na utrzymaniu” kilka parafii – ja opiekowałem się trzema równocześnie, a są i tacy, którzy mieli ich 17! Na czeskiej parafii ksiądz nie mieszka z gospodynią, nie ma wikarych – jest na plebanii zupełnie sam. Kiedyś zapukał do mojej plebanii przemoczony mężczyzna. Nie mogliśmy się porozumieć, bo mówił tylko po niemiecku. Przyjąłem go wyłącznie dlatego, że na jego dokumentach widziałem pieczątki z innych parafii, w których nocował podczas pielgrzymki po Polsce. Dodam, że gdy przybyłem do Czech, głośna była sprawa księdza zamordowanego przez nieznajomego, który najpierw poprosił go o pomoc, a potem z zimną krwią zabił. Wydaje mi się, że Czesi to ogólnie naród dość nieufny wobec obcych, ale to wynika z ich historii.

Na zakończenie, czy jest coś, co chciałby ksiądz przekazać naszym czytelnikom parafianom?
Dziękuję im za bardzo serdeczne przyjęcie, wzruszyłem się na mszy inauguracyjnej. Będę się starał być jak najlepszym proboszczem, ale proszę abyście pamiętali, że jestem tylko człowiekiem – z wami chrześcijaninem, a dla was księdzem.

Najnowsze informacje z Świętochłowic w Twojej skrzynce e-mail.

Dodanie e-maila do bazy prenumeratorów oznacza akceptację regulaminu »

Komentarze (2)    dodaj komentarz »

  • xvv

    oby był inny , żył zgodnie z własnym sumieniem a nie.....

  • dfdf

    Amen...

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wydawca portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Dodaj komentarz

powiadamiaj o odpowiedziach na komentarz.

dodaj mój adres do newslettera.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.